poniedziałek, 11 grudnia 2017

Swędzenie skóry głowy – 13 powodów. Jak sobie radzić ze świądem?


Swędzenie, pieczenie i podrażnienie skóry głowy mogą mieć różne przyczyny: od banalnych, jak przesuszenie skóry, do poważnych, jak choroby, których konsekwencją jest nawet permanentne łysienie. Dlatego świąd trzeba bezwzględnie diagnozować i leczyć u specjalisty, zamiast stosować domowe metody czy łudzić się, że w końcu samo przejdzie.

Sama zmagam się z tym problemem od dłuższego czasu – w moim przypadku powodem jest nadwrażliwość skóry i jej miejscowe przesuszenie, a stan ten nasila się m.in. pod wpływem stresu. Radzę sobie z nim na różne sposoby, w tym za pomocą zaleconego przez trychologa specjalnego peelingu.

W swędzeniu skóry głowy najgorsze jest to, że drapanie powoduje podrażnienia i stany zapalne i koło się zamyka: drapiemy, podrażniamy, znowu swędzi i tak w kółko... Często też trudno jest zorientować się, co jest powodem świądu, ponieważ czynników go powodujących jest naprawdę wiele.

13 powodów swędzenia skóry głowy

Jeśli myśleliście, że dam wam jeden przepis na pokonanie świądu, to z przykrością informuję, że nie ma tak łatwo – powodów swędzenia skóry głowy jest wiele i czasem trudno jest dociec, co konkretnie go u nas powoduje. W większości przypadków jest to łupież, alergia lub niewłaściwa pielęgnacja, ale bywa, że problem jest poważniejszy i bardziej złożony, a swędzenie mogą powodować rozmaite choroby, także pasożytnicze.

Oto kilka najpopularniejszych powodów mogących powodować świąd skóry głowy.

Łupież

Łupież to jedna z najczęstszych przyczyn swędzenia skóry głowy. Swędzenie zazwyczaj wywołuje nie suchy, a tłusty łupież, który nie sypie się, tylko jest zatrzymywany na skórze przez nadmiar sebum. Drapanie się dodatkowo podrażnia skórę głowy, na której widoczne są zaczerwienienia. Taki problem prowadzi też często do przedwczesnego wypadania włosów, dlatego trzeba go jak najszybciej zacząć leczyć.

Łojotok

Jeśli nasze włosy nadmiernie się przetłuszczają, powodem swędzenia skóry głowy może być łojotok. Dzieje się tak, ponieważ końcowe części mieszków włosowych zatykają się łojem, który nie pozwala skórze „oddychać” i powoduje swędzenie. Ten stan jest również groźny, gdyż może powodować łysienie łojotokowe.

Łojotokowe zapalenie skóry

W ŁZS nadmiar łoju prowadzi do podrażnienia i stanu zapalnego skóry, a także jej zaczerwienienia. To powoduje, że skóra zaczyna swędzieć. Nieleczone łojotokowe zapalenie skóry może nasilać wypadanie włosów.

Łuszczyca

Łuszczyca to przewlekła choroba zapalna, którą można rozpoznać po drobnych łuskach lub białych płatkach na powierzchni skóry. Może powodować świąd i poza skórą głowy jej wykwity pojawiają się też m.in. na kolanach, łokciach, stopach, plecach czy pośladkach.

Zapalenie mieszków włosowych 

Zakażenie mieszków bakteriami gronkowca złocistego lub paciorkowca ropnego także może powodować swędzenie. Poza świądem a skórze pojawiają się wówczas też krostki wypełnione ropą, zaczerwienienie, a nawet odczuwa się ból.

Grzybica

Tej choroby chyba nikomu nie trzeba przedstawiać – poznamy ją po okrągłych swędzących zmianach na głowie, z których wypadają włosy. Zazwyczaj powodem są grzyby zwane dermatofitami.

Atopowe zapalenie skóry

Schorzenie to dotyczy całej skóry, może więc dotyczyć także głowy. Swędzenie i podrażnienie to jeden z jej objawów.

Choroby pasożytnicze

Świerzb i wszawica to kolejne choroby, które mogą powodować przemożną chęć drapania skóry głowy. Co gorsza, drapanie się – na przykład w przypadku świerzbu – powoduje roznoszenie pasożytów i rozprzestrzenianie choroby na inne części ciała.  

Liszaj


Ta przewlekła choroba skóry także prowadzi do świądu, któremu towarzyszą grudkowe zmiany na skórze. Chorzy odczuwają także pieczenie.

Zaburzenia hormonalne

Skóra głowy może swędzieć z powodu rozmaitych zaburzeń wewnętrznych, na przykład hormonalnych. Najpowszechniejszym z nich jest niedoczynność tarczycy.

Czynniki zewnętrzne

Brzmi dziwnie, ale naprawdę jest to możliwe: świąd może też zależeć od zmian temperatur. Kiedy? Między innymi zimą, gdy siedzimy w ogrzewanych pomieszczeniach – skóra głowy może się wówczas przesuszać i swędzieć. Innym czynnikiem jest wilgoć: jeśli przykładowo intensywnie ćwiczymy, możemy czuć wzmożone swędzenie skóry głowy.

Alergia

Alergia w tym przypadku może być związana z używanymi kosmetykami, farbami do włosów, a nawet proszkami do prania czy płukania oraz określonymi pokarmami. Jeśli chodzi o farby, z tego powodu przed farbowaniem zawsze warto wykonać próbę uczuleniową.

Zła pielęgnacja

Mam tutaj na myśli szereg czynników, które mogą przesuszać i podrażniać skórę głowy, powodując świąd. Może to być źle dobrany kosmetyk, np. szampon, płukanie głowy zbyt gorącą wodą, częste suszenie gorącym nawiewem, a także niedokładne spłukiwanie kosmetyków.

Tutaj Wam pokazuję, gdzie mnie najczęściej swędzi skóra głowy :)

Swędzenie skóry głowy – co robić?

Pewnie nikogo nie zaskoczę: trzeba iść do lekarza, najlepiej do dermatologa lub trychologa. Specjalista obejrzy skórę głowy (idealnie, gdyby zrobił to odpowiednim narzędziem, na przykład mikrokamerą lub chociaż lupą) i w zależności od problemu dobierze odpowiednie leczenie.

Odradzam natomiast leczenie się na własną rękę – jeśli świąd jest naprawdę intensywny i dokucza od dłuższego czasu, to nie ma rady, trzeba odwiedzić lekarza, gdyż stosowanie domowych metod może w tym przypadku tylko pogłębić problem, a nawet spowodować poważny ubytek włosów, czasem nawet nieodwracalny.

Jeśli jednak wiemy, że swędzenie nie ma u nas podstaw typowo chorobowych i specjalista orzeknie, że leczenie jako takie nie jest potrzebne (maści z antybiotykiem, konkretne leki), możemy pomagać sobie doraźnie i profilaktycznie, by nie pogłębiać problemu i walczyć ze świądem na co dzień. Oto konkretne wskazówki, które pomagają w walce ze swędzeniem skóry głowy:
  • unikanie alergenów – wykonywanie prób uczuleniowych przed farbowaniem włosów, czytanie składów produktów i eliminowanie składników uczulających, a jeśli podejrzewamy, że uczula nas konkretny proszek do prania lub płyn do płukania, zmienienie ich na inne, np. hipoalergiczne;
  • unikanie stresu – sama mam wrażenie, że moje swędzenie skóry głowy nasila właśnie ten czynnik, a to, że faktycznie stres może powodować świąd, potwierdziłam u trychologa;
  • dbanie o przybory higieniczne, którymi dotykamy skóry głowy – chodzi o regularne czyszczenie szczotek, grzebieni czy spinek, by nie przenosić z nich na głowę drobnoustrojów (przy okazji odsyłam do wpisów o tym, jak dobrze wyczyścić szczotkę z naturalnego włosia i jak myć Tangle Teezer).
  • suszenie włosów po myciu letnim nawiewem – ciepło i wilgoć to bowiem idealne warunki do namnażania się drożdżaków, a gorący nawiew może powodować przesuszenie skóry (oba czynniki prowadzą do świądu);
  • unikanie kosmetyków podrażniających skórę głowy – mogą to być na przykład szampony z mocnymi detergentami w składzie;
  • picie przynajmniej 2 litrów wody dziennie – świąd może powodować nadmierne wysuszanie się skóry, warto więc dbać o nawodnienie organizmu.

Czy problem swędzenia skóry głowy was dotyczy? Jak sobie z nim radzicie?

czwartek, 7 grudnia 2017

Recenzja: L’oreal, odżywka „Odnowa włosa” Pro Fiber


Serię Pro Fiber – odżywkę i szampon – zaczęłam testować w marcu, gdy przez cały miesiąc stosowałam tylko i wyłącznie kosmetyki fryzjerskie i trychologiczne. Od początku zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie. Teraz, po około dwunastu tygodniach testowania (w międzyczasie odstawiłam je na bok i wstrzymałam się z oceną), chciałabym Wam opisać, jak sprawdziła mi się odżywka z tej serii i czy warto ją kupić.

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Plastikowa butelka o ciekawym, wydłużonym kształcie. Niestety, korka nie da się odkręcić, ale opakowanie można postawić na nim do góry nogami, co ułatwia pod koniec testowania spływanie odżywki.

Zapach

Mocny, słodki i wyrazisty. Mnie się bardzo podoba.


Skład

Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Glycerin (gliceryna), Behentrimonium Methosulfate (ułatwia rozczesywanie), Aminopropyl Triethoxysilane (składnik mający pogrubiać włosy), Amodimethicone (silikon usuwalny za pomocą łagodnych szamponów), Behentrimonium Choride (konserwant, antystatyk), Phenoxyethanol (konserwant), Lacid Acid (kwas mlekowy), Isopropyl Alcohol (wysuszający alkohol), Trideceth-6 (emulgator), Chlorhexidine Digluconate (substancja bakteriobójcza), Hexyl Cinnamal (składnik zapachowy), Linalool (składnik zapachowy), Citronellol (składnik zapachowy), Cetrimonium Chloride (konserwant, antystatyk), Geraniol (składnik zapachowy), Benzyl Alcohol (wysuszający alkohol), Limonene (składnik zapachowy), Hydroxycitronellal (składnik zapachowy), 2-oleamido-1,3-octadecanediol (emulgator, kondycjoner), Benzyl Salicylate (konserwant), Citric Acid (reguluje pH), Parfum (zapach).

Dawno – w tak krótkim składzie – nie widziałam tylu konserwantów, wysuszających włosy alkoholi i składników zapachowych. Zatrzęsienie. Poza jednym składnikiem, który – według tego, co wyczytałam na zagranicznych stronach – producent opisuje jako element wpływający na pogrubienie włosów, nie ma tu nic nadzwyczajnego. Trochę emolientów, antystatyków i gliceryna. W porównaniu do wielu innych kosmetyków ten skład wypada naprawdę blado.


Działanie

I tu niespodzianka, bo pomimo wątpliwego składu odżywka Pro Fiber działała na moje wlosy naprawdę dobrze: wygładzała włosy, sprawiała, że były puszyste, może nawet zauważałam efekt pogrubienia, o którym pisze producent. Byłam zadowolona z jej działania tym bardziej, że bardzo zmiękczała włosy – i chociaż moje są miękkie z natury, po tym kosmetyku stawały się jeszcze przyjemniejsze.

Niestety, po wielu tygodniach stosowania tego i innych produktów z Isopropyl czy Benzyl Alcohol w składzie, zauważyłam, że włosy zaczęły mi się przesuszać. Nie twierdzę, że to wina tylko tej odżywki, ale jestem pewna, że była jedną z „cegiełek”, które przyczyniły się do tego stanu. Tym bardziej, że zawiera aż dwa wysuszające alkohole. Dlatego uważam, że efekt doraźny był super, ale na dłuższą metę – dla mnie nie jest to jednak odpowiedni produkt.

Konsystencja i wydajność

Odżywka starczyła mi na około 3-miesiące stosowania. Sięgałam po nią mniej więcej co 2-4 mycia.

Cena i dostępność

Odżywka kosztuje około 67 zł za 200 ml. Moim zdaniem to dość wysoka cena. Kupimy ją w salonach fryzjerskich lub przez internet.

Podsumowanie

Mam bardzo mieszane odczucia co do tej odżywki. Z jednej strony podobał mi się – przynajmniej przez kilka pierwszych tygodni – efekt, jaki dawało jej użycie, z drugiej zaś – ten skład zdecydowanie nie zachęca. Według mnie to produkt, który można mieć w szafce na większe wyjścia, kiedy chcemy, aby włosy wyglądały ładnie, ale nie na co dzień. W pozostałe dni wolałabym sięgać po coś lepszego pod względem składu.

Znacie tę odżywkę Pro Fiber? Chciałybyście ją przetestować?


Polecam:

niedziela, 3 grudnia 2017

„Aqua with infusions of…” – co to znaczy i czy kosmetyki, które ją zawierają, to wielka ściema?


Kiedy kilka lat temu w Polsce rozpoczął się boom na kosmetyki rosyjskie, nie od razu mu się poddałam. Z czasem jednak, z ciekawości i po przeczytaniu wielu pozytywnych recenzji, zdecydowałam się zamówić kilka produktów właśnie z tego rejonu świata (głównie marki Agafii) przez internet. Efekt był taki, że niektóre z nich (na przykład Aktywne serum ziołowe na porost włosów czy Maska do włosów z glinką) sprawdziły się u mnie naprawdę dobrze, inne zaś (na przykład Łopianowa maska do włosów) – co najwyżej średnio. Ta ostatnia może nie bez powodu okazała się klapą, bo na pierwszym miejscu jej składu widnieje określenie „aqua with infusions”. Co to oznacza?

„Aqua with infusions of”, czyli woda z wyciągiem z roślin

Określenie „Aqua with infusions of” możemy spotkać zwykle na początku składów kosmetyków, zazwyczaj tych, które stawiają na naturalność. Oznacza, że w produkcie użyto hydrolatu z domieszką użytych w dalszej części składu elementów – głównie ziół i owoców. Innymi słowy jest to woda z ekstraktami, ponieważ w hydrolatach ilość składników czynnych jest naprawdę znikoma i może wynosić maksymalnie 5% przy składnikach aktywnych i 0,02-0,5% przy olejkach eterycznych. Bogactwem nazwać tego nie można.


Warte kupna czy nie?

Czy w związku z tym kosmetyki, które zamiast „pełnoprawnych” składników zawierają „aqua with infusions” to ściema i nie warto ich kupować? Moim zdaniem i tak, i nie.

Z jednej strony kosmetyki, których jedynym składnikiem jest hydrolat, po prostu nie mogą być wybitne – działają bardzo słabo i nie wierzę, by mogły na dłuższą metę regenerować włosy i poprawiać ich kondycję (albo poprawa ta będzie minimalna).

Z drugiej zaś, hydrolat też ma określone działanie, a nie wszystkie składniki można i należy stosować w większym stężeniu z uwagi na to, że mogą uczulać i podrażniać. Ściemą bym ich więc nie nazwała – producent podaje przecież wyraźnie w składzie INCI, z czym mamy do czynienia. A to, że wielu konsumentów nie rozumie tego zwrotu, to już inna sprawa…

Muszę jednak przyznać, że lista „aqua with infusions of…” może wprowadzić w błąd – zazwyczaj w pośpiechu patrzymy tylko na słowo „aqua” na początku składu (woda występuje przecież prawie zawsze na początku składów kosmetyków), a potem na długą listę składników aktywnych, ciesząc się, że produkt jest taki bogaty…

Jestem ciekawa, czy wiedziałyście wcześniej, co oznacza określenie „aqua with infusions of…” i czy używacie kosmetyków, których lista INCI zaczyna się od tego zwrotu? Co o nich myślicie?


Polecam:

piątek, 1 grudnia 2017

Recenzja: Termissa, Nawilżający szampon do włosów


Od dawna poszukuję nowych szamponów, które nie zawierałyby SLS, SLES i innych mocnych detergentów. Dlatego z miłą chęcią zaczęłam testować szampon Termissa na bazie wody termalnej z Podhala – ten polski i chyba jeszcze mało popularny produkt okazał się być naprawdę wart uwagi.

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Plastikowe i nieprzeźroczyste, ale wygodne w użytku: korek łatwo się odkręcał i nie zacinał, a szampon bez problemu można było z opakowania wycisnąć. Butelka pakowana jest w kartonowe pudełko – na jednym i drugim znajduje się informacja o produkcie, sposobie użycia oraz składzie.

Zapach

Bardzo przyjemny, lekko słodki i kojący. Nie nudził mi się mimo długiego stosowania szamponu.


Skład

Aqua (woda), Cocamidopropyl Betaine (łagodny detergent), Sodium Lauroyl Lactylate (emolient, emulgator), Sodium Isostearoyl Lactylate (emolient, emulgator), Avena Sativa Kernel Extract (wyciąg z nasion owsa), Hydroxypropyltrimonium Honey (pochodna miodu), PEG-120 Methyl Glucose Trioleate (emolient, surfaktant), Propanediol (glikol roślinny, nawilża i konserwuje), Alcohol denat. (wysuszający alkohol), Oryza Sativa Extract (wyciąg z ryżu), Hydrolyzed Wheat Protein (hydrolizowane proteiny pszenicy), Phenethyl Alcohol (naturalny konserwant), Proline (aminokwas), Alanine (aminokwas), Serine (aminokwas), Citric acid (kwas cytrynowy, reguluje pH), Biotin (biotyna), Parfum (zapach), Benzyl Alcohol (wysuszający alkohol) (and) Salicylic Acid (and) (kwas salicylowy, działa przeciwzapalnie, oczyszcza) Glycerin (gliceryna, nawilża) (and) Sorbic Acid (konserwuje, dopuszczalny w naturalnych kosmetykach), Sodium Hydroxide (reguluje pH).

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to naprawdę imponująca ilość składników działających nawilżająco na włosy – od razu widać, że nazwa szamponu nie jest przypadkowa. Jest to coś, co warto podkreślić już na wstępie. Druga ważna sprawa to brak silnych detergentów – wiem, że wiele z was szuka takich produktów, nie tylko po keratynowym prostowaniu, więc warto o tym wspomnieć. Ja sama staram się częściej sięgać po takie łagodne szampony, a jak wszyscy wiemy, nie ma ich na rynku niestety zbyt wiele.

Skład szamponu Termissa jest zresztą bardzo bogaty: znajdziemy tu wspomniane już nawilżacze, aminokwasy i inne cenne dodatki, z których warto wyróżnić wyciąg z nasion owsa, który działa nawilżająco, zmiękczająco czy przeciwświądowo, a także wyciąg z ryżu o działaniu łagodzącym, nawilżającym i wzmacniającym. Z ciekawostek wspomnę też o pochodnej miodu – Hydroxypropyltrimonium Honey – którą też tu znajdziemy, a która przenika do wnętrza włosa, bardzo dobrze nawilża i zapobiega rozdwajaniu się końcówek.

Do tego plus za brak barwników i substancji zapachowych, a minus – za aż dwa wysuszające alkohole. Jeden z nich znajduje się pod koniec składu, więc pewnie nie ma go zbyt dużo. Myślę jednak, że w otoczeniu tak wielu nawilżaczy oba alkohole nie robią krzywdy, czego dowodzi zresztą efekt, który szampon daje na włosach – ale o tym za chwilę.


Działanie

Używałam go regularnie i byłam zadowolona z jego działania: dobrze domywał nawet włosy po olejowaniu, nawilżał, włosy były po nim dość błyszczące i wygładzone. Na szczęście nie zauważyłam, żeby widoczne w jego składzie alkohole przesuszały mi włosy, nie przyspieszał też przetłuszczania mimo bogatego składu.

Konsystencja i wydajność

Szamponu Termissa zaczęłam używać w pod koniec sierpnia, a kończę go dopiero w tym tygodniu – to pokazuje, że jest bardzo wydajny. Tym bardziej, że stosowałam go średnio 2 razy w tygodniu. Początkowo myślałam, że szybko się skończy, ponieważ jest bardzo rzadki – to jego drobny minus, bo może przeciekać przez palce, jeśli wylejemy go na dłoń. Idealnie nada się więc do metody kubeczkowej.

Pewnie zastanawiacie się, czy brak silnych detergentów sprawia, że szampon słabo się pieni – otóż odpowiadam, że nie, pieni się naprawdę dobrze. Ja nie widzę znaczącej różnicy.

Cena i dostępność

Szampon kupimy przez internet – głównie na stronie producenta. Żałuję, że nie stacjonarnie, przez to jego zakup nie jest tak prosty, jak produktów drogeryjnych. Jego cena nie jest wygórowana – kosztuje 30,27 zł.

Podsumowanie

Ten szampon to moje odkrycie w kategorii produktów bez silnych detergentów mijającego roku. Naprawdę dobrze się u mnie sprawdzał i uważam, że warto po niego sięgnąć. Także teraz, zimą, by nawilżyć włosy i skórę głowy. Obecnie testuję też odżywkę z tej samej serii i już wkrótce napiszę, czy jest również godna polecenia.


Znacie markę Termissa? Kupiłybyście ten szampon?

niedziela, 22 października 2017

Recenzja: Montibello, Spray termoochronny HDs Thermic


Rzadko się zdarza, abym zrezygnowała z używania jakiegoś kosmetyku zanim się on skończy. Rzadko też bywa, by jakiś produkt działał na moje włosy tak źle. Niestety, Spray termoochronny HDs Thermic Montibello jest jednym z tych niechlubnych wyjątków.

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Wygodne, z dobrze działającą pompką (na pompce znajduje się nakładka zabezpieczająca), solidnie wykonane z jakiegoś lekkiego, ale wytrzymałego tworzywa. Górę butelki można z łatwością odkręcić. Minusem jest tylko to, że opakowanie nie jest przeźroczyste.

Zapach

Niezwykle przyjemny dla nosa: słodki, lekko kwiatowy, ale nie męczący.


Skład

Aqua (woda), Alcohol Denat (wysuszający alkohol), Laureth-9 (emulgator), Propylene Glycol (humektant), Glycerin (gliceryna), Benzophenone-4 (filtr UV), Benzyl Salicylate (składnik zapachowy), Butylene Glycol (zapobiega wysychaniu kosmetyku), Cetrimonium Chloride (ułatwia spłukiwanie preparatu), Citronellol (składnik zapachowy), Coumarin (składnik zapachowy), Diazolidinyl Urea (konserwant), Disodium EDTA (kompleksuje jony metali), DMDM Hydantoin (konserwant), Hexyl Cinnamal (składnik zapachowy), Hydroxycitronellal (składnik zapachowy), Iodopropynyl Butylcarbamate (składnik zapachowy), Lactic Acid (kwas mlekowy), Laurdimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Protein (odżywia), Limonene (składnik zapachowy), Linalool (składnik zapachowy), Parfum (zapach), Phenethyl Benzoate (składnik zapachowy, natłuszcza), Potassium Dimethicone Copolyol Panthenyl Phosphate (termoaktywny składnik ochronny), PPG-3 Myristyl Ether (zwiększa połysk, pozostawia efekt silikonowy), Quaternium-80 (antystatyk, odżywia), Silicone Quaternium-22 (silikon), Sodium Cocoyl Amino Acids (środek powierzchniowo czynny).

Przy składzie zaczynają się pierwsze schody: przede wszystkim martwi tak wysoka pozycja Alcohol Denat – ja rozumiem, gdy występuje we wcierkach, ale w sprayach rozpylanych na całej długości włosów? Taka ilość tego rodzaju alkoholu to – przy regularnym stosowaniu – prosta droga do przesuszenia włosów.

Druga sprawa to zatrważająca ilość składników zapachowych – aż 9 na wcale nie długą listę INCI. Niektóre z nich znajdują się na jej początku. Przy takiej ilości dodatków nic dziwnego, że kosmetyk mocno pachnie.

Co znajdziemy jeszcze w sprayu? Przede wszystkim filtr UV oraz termoaktywny składnik ochronny – elementy, które przydają się szczególnie w sezonie wiosenno-letnim.


Działanie

Zaczęłam stosować ten spray, gdy przez miesiąc używałam wyłącznie kosmetyków fryzjerskich i trychologicznych – wtedy jeszcze efekty jego użycia nie były zbytnio zauważalne. Z czasem jednak, nieco po ponad miesiącu psikania nim włosów prawie po każdym myciu, zauważyłam, że stały się bardzo przesuszone, matowe i  bez życia. Niestety, Alcohol Denat dał o sobie znać. Kosmetyk więc odstawiłam i do teraz staram się odżywić po nim włosy.

Konsystencja i wydajność

Konsystencja wodnista, wydajność naprawdę duża – 250 ml sprayu wystarczy spokojnie na kilka miesięcy.



Cena i dostępność

Spray kupimy przez internet lub w sklepach fryzjerskich – stacjonarnie jego znalezienie nie jest więc zbyt łatwe. Kosztuje przeciętnie 30-39 zł.

Podsumowanie

U mnie się zupełnie nie sprawdził – moje włosy stały się po nim przesuszone i wyglądały gorzej niemalże z tygodnia na tydzień. Efekt nie był natychmiastowy, ale stopniowy – z czasem zaczęłam zauważać różnicę. Nie mogę go polecić i wydaje mi się, że mało komu taka ilość wysuszającego alkoholu nie spowoduje podobnego efektu, jak u mnie. Być może zadowolone z niego będą osoby o włosach grubych i mocnych, którym żaden alkohol niestraszny. Niestety, mało kto ma takie szczęście. W innym przypadku spray sprawdzi się tylko na wyjątkowe okazje.

Inne:

wtorek, 10 października 2017

Co mnie najbardziej irytuje w salonach fryzjerskich?


Po tym, jak wiele osób przeczytało mój wpis pt. „Czego najbardziej nie lubię u fryzjerów?”, postanowiłam wrócić do tego zagadnienia i przygotować tekst na podobny temat. Podobny, ale nie taki sam, salon fryzjerski to bowiem zupełnie coś innego niż fryzjer: na jego dobre funkcjonowanie składa się kilka czynników, które nie zawsze są bezpośrednio związane z celem, który chcemy osiągnąć, gdy go odwiedzamy. Innymi słowy, to nie salon nas czesze, ale to nie znaczy, że jego organizacja (jako miejsca) jest bez znaczenia. Od salonu oczekujemy też zupełnie czegoś innego niż od fryzjera – człowieka – i co innego może nas w nim denerwować. System działania, higiena, sposób umawiania wizyt, traktowanie klientów… jest naprawdę wiele elementów, w ramach których salon fryzjerski może zaliczyć poważną wpadkę. Oto, co mnie drażni w niektórych z nich.

Głośna muzyka w salonie fryzjerskim

Na szczęście takie salony są już rzadkością – a przynajmniej ja od pewnego czasu już na nie w Warszawie nie trafiam. Kiedyś jednak były plagą. To właśnie dlatego trudno mi było zrozumieć, jak można traktować pójście do fryzjera jako relaks: rozumiem, że to moment, kiedy robimy coś dla siebie, ale czy to jest przyjemne? Ja nie mogłam się nigdy odprężyć, gdy – poza szumem suszarek, co w salonie fryzjerskim jest oczywiście w pełni uzasadnione – musiałam jeszcze słuchać głośnych przebojów Radia Eska czy innych dance’owych hitów, za którymi nie przepadam.

Salon jest brudny i nie przestrzega się w nim higieny

Jeśli oglądaliście kiedykolwiek programy w stylu „Ostre cięcie”, to pewnie widzieliście, w jakim stanie są sprzęty trzymane w niektórych salonach fryzjerskich: nieoczyszczone z włosów szczotki i golarki, lepiące się grzebienie, brudne fartuchy, które fryzjerki zakładają klientom… Pamiętam odcinek, w którym pokazywano salon, którego właścicielka tak bardzo chciała zaoszczędzić, że zamiast ręczników papierowych używała naprawdę brudnych, poplamionych szmat. Niewiarygodne, że przyzwyczaiła się do nich na tyle, że nawet nie wyrzuciła ich przed przyjazdem telewizji…

Jak sięgam pamięcią, nie przypominam sobie, abym była świadkiem jakiegoś rażącego zaniechania higieny w salonach fryzjerskich, które odwiedzałam. Zawsze jednak z ciekawością patrzę na to, co fryzjerka, która mnie czesze, robi w przypadku na przykład upuszczenia na podłogę grzebienia lub szczotki.

Trudo umówić się na wizytę

Nie chodzi mi o to, że salon jest świetny i ma mnóstwo klientek, przez co zapisanie się na wizytę graniczy z cudem. Mam na myśli takie salony, do których trudno się dodzwonić, a wizyty są regularnie przekładane lub odwoływane. Kiedyś chodziłam do fryzjera, u którego większość prób zapisania się przez telefon wyglądała następująco:

- Dzień dobry, chciałabym się umówić na wizytę do Państwa.
- Dzień dobry, jasne, ale jest dopiero 11.00, ja jeszcze nie włączyłam systemu komputerowego, proszę zadzwonić za pół godziny, bo on się długo uruchamia.

Oczywiście za pół godziny system jeszcze nie działał, a ja przez najbliższe godziny tego dnia próbowałam złapać moment, w którym wreszcie ruszy. Zawsze mnie dziwiło, dlaczego zatem salon nie korzysta poza tym ze zwykłego papierowego kalendarza?

Salon jest źle zorganizowany

Dobry salon ma poczekalnię – koniec i kropka. Poczekalnię, w której klienci mogą usiąść, powiesić płaszcz i w spokoju poczekać na swoją kolej. Niekoniecznie trzeba im proponować coś do picia (chociaż byłoby miło), ale na pewno ktoś powinien każdą nowo wchodzącą do salonu osobę, jeśli jest kolejka, po prostu przywitać. To drobiazg, ale naprawdę świadczy o danym miejscu.

Pamiętam, jak kiedyś chodziłam do salonu fryzjerskiego, w którym zapominano o tym szczególe. Jeśli dwie fryzjerki były akurat zajęte, a wchodziła nowa klientka, nikt nie zwracał na nią uwagi, póki sama się o nią nie doprosiła. Wyobraźcie sobie, że przychodzicie na umówioną wizytę, a personel zachowuje się, jakbyście były niewidzialne: nikt nie mówi wam, kiedy będzie wasza kolej ani czy w ogóle zostaniecie przyjęte. Siadacie i czekacie, zdane na łaskę i niełaskę fryzjerek.

Wracając jednak do poczekalni: tak, byłam kiedyś w (dodajmy: bardzo znanym) warszawskim salonie – w którym poczekalni w zasadzie nie było. W zasadzie, bo w oczekiwaniu na swoją wizytę siedziałam na krześle na środku salonu, nie wiedząc kto i kiedy do mnie podejdzie. W dodatku była zima, a nikt nie wziął ode mnie kurtki, ściskałam ją więc przez dobrych kilkanaście minut na kolanach.

Notoryczne opóźnienia

Są takie salony, gdzie klientki umówione na konkretną porę są obsługiwane godzinę później, zawsze trzeba czekać i nigdy nie wiadomo, ile czasu przyjedzie nam czatować na niewygodnej kanapie w poczekalni (zazwyczaj bez łyka wody). Nie zrozumcie mnie źle: nie chodzi mi o piętnaście minut, bo to nie problem. Pół biedy, jeśli zdarza się to od czasu do czasu (bywa że trudno wyliczyć, ile zajmie konkretne strzyżenie czy farbowanie), wiem jednak, że są miejsca, w których takie postępowanie to standard. I dziwię się, że jeszcze mają klientów.

A co Was irytuje w salonach fryzjerskich? Zwracacie uwagę na kwestie, o których wspomniałam?

poniedziałek, 2 października 2017

Recenzja: John Frieda, Beach Blonde, Wygładzająca odżywka ułatwiająca rozczesywanie Smooth Seas


Szum morza, szelest palmowych liści, słońce, piasek, gorące powietrze… to wszystko czuję, gdy odkręcam butelkę odżywki John Frieda „Smooth Seas”. Serio, wakacje w pełni.

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Bardzo wygodne: półtwarda przeźroczysta butelka z odkręcanym korkiem. Można ją ścisnąć, by wydobyć nawet resztkę produktu. Gdy odżywka się kończyła, postawiłam ją zresztą do góry nogami, by kosmetyk mógł do końca spłynąć. Jak dla mnie opakowanie praktycznie idealne.

Zapach

Przepiękny! Świeży, orzeźwiający, mentolowy – pachnie cudownie i długo utrzymuje się na włosach. Jeden z takich, które długo się pamięta.


Skład

Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Behenamidopropyl Dimethylamine (antystatyk, emulgator), Parfum (zapach), Dimethicone (silikon, który można usunąć łagodnym szamponem), Stearyl Alcohol (emolient), Lactic Acid (kwas mlekowy), Isopropyl Palmitate (emolient), Benzyl Alcohol (alkohol o działaniu wysuszającym), Propylene Glycol (humektant), Mentha Piperita Leaf Extract (ekstrakt z mięty pieprzowej), Disodium Edta (konserwant), Menthol (mentol), Menthyl Lactate (chłodzi, odświeża), Glycerin (gliceryna), Glycine (aminokwas, wspomaga odbudowę keratyny), Distearyldimonium Chloride (emolient), Ethylhexyl Methoxycinnamate (filtr UV), Malic Acid (kwas jabłkowy), Benzophenone-4 (filtr UV), Aleurites Moluccana Seed Oil (olej z orzeszków kukui), Methylchloroisothiazolinone (konserwant), Methylisothiazolinone (konserwant), Limonene (składnik zapachowy), Linalool (składnik zapachowy).

Nie jest idealnie, ale skład nie jest zły – przede wszystkim sporo tu emolientów i pielęgnujących dodatków wśród których (chociażby zapachem) wyróżnia się mentol. Składnik ten wspomaga walkę z łupieżem, zmiękcza, wygładza i chłodzi. W odżywce zajdziemy też aminokwas, który wspomaga odbudowę keratyny, kwas mlekowy i jabłkowy oraz olej z orzeszków kukui. Wielki plus za filtry przeciwsłoneczne. Na czerwono na liście składu zaznaczyłam natomiast cztery składniki: wysuszający alkohol (niestety jest dość wysoko) i konserwanty.


Działanie

Odżywkę Smooth Seas nakładałam zawsze na kilka minut po myciu głowy. Daję jej mocną czwórkę z plusem, bo faktycznie nawilża i odżywia włosy – moje były po niej gładkie i sprężyste, a do tego – a to dodatkowa zaleta! – pięknie i świeżo pachniały jeszcze długo po myciu.

Konsystencja i wydajność

Konsystencja odżywki jest przeciętna (półrzadka), a kosmetyk łatwo rozprowadza się na włosach. W opakowaniu znajduje się jej 250 ml i mnie starczyła na kilka tygodni używania.

Cena i dostępność

Odżywka kosztuje około 35 zł. Dla mnie to jest cena na granicy kosmetyku droższego, zważywszy na to, jak wiele dobrych podobnych produktów kupimy za 10-20 zł, jednak jeszcze do przełknięcia. A gdzie ją znajdziemy? Myślę, że w popularnych drogeriach, chociaż pewnie nie wszystkich, ewentualnie przez internet.

Podsumowanie

Całkiem dobra – jeśli nie liczyć wysuszającego alkoholu, który nie wszystkim służy – odżywka, która moim zdaniem świetnie nada się na lato za sprawą filtrów przeciwsłonecznych, chłodzącego mentolu i dużej ilości emolentów. To jedna z nielicznych propozycji tej firmy, która nieźle się u mnie sprawdzała.


Znacie Johna Friedę? Lubicie kosmetyki z mentolem?

Polecam:

Popularne w tym miesiącu: